Z pamiętnika kierowcy rajdowego – Jak przygotowywaliśmy się do startu maluchem w KJS

Autor: joker | Grudzień 15, 2002 | 10:56
Filed under: Felietony,Newsy,Z pamiętnika

Z pamiętnika kierowcy rajdowego cz. 3
Jak przygotowywaliśmy się do startu maluchem w KJS

Dzień pierwszy
Jest decyzja o starcie. I znów uczucie podniecenia i zdenerwowania. Już na samą myśl o niezłej zabawie zapominamy o wszystkim na około. Przez kolejne dni nic innego nie będzie się liczyło. Wszystko, co nie dotyczy startu zostanie zepchnięte na drugi tor. Tylko trening, przygotowanie samochodu, nocne rozmowy o rajdach, załatwianie tego, co niezbędne do startu.

Dzień drugi
Koniec gadania, zabieramy się do rzeczy. Na pierwszy ogień idzie przygotowanie naszego malucha. Jest to samochód niewdzięczny – cały czas się psuje, nieźle trzeba się namęczyć żeby jego stan nie budził zastrzeżeń! Wyglądu to nie ma żadnego, o wnętrzu nie ma co mówić, moc jest symboliczna, a do tego ta niezsynchronizowana jedynka. I jak tu myśleć o starcie w KJS? No, ale decyzja zapadła, a nieposiadanie innego auta do tego celu zmusza nas do zaakceptowania malucha.
I tak pierwszy krok to pozbycie się wszystkiego, co niepotrzebne z wnętrza. Wyrzucamy tylna kanapę i oparcie, wszystkie wygłuszenia, dywaniki, tapicerkę itp. W ten sposób nasze auto staje się lżejsze. Generalnie we wnętrzu zostają 2 fotele, kierownica i gołe blachy. Reszta jest zbyteczna.
Następnie przyglądamy się zawieszeniu. Jest co prawda usztywnione, ale nie obniżone i pewnie jak zwykle samochód będzie się ‘wychylał’, ale ze względu na ‘polskie drogi’ nie zdecydowaliśmy się na skrócenie sprężyn. Będziemy po prostu wolniejsi na nawrotach.
Patrzymy na silnik – nie ma wycieków, więc już jest dobrze. Drobne regulacje, nowy olej i to wszystko co możemy zrobić. Niestety jest to seryjny silnik (4000 km po remoncie głównym), który jest co prawda bardzo niewystarczający do rywalizacji (nawet w naszej klasie do 900cm3), ale gwarantuje, że nie rozsypie się po 1000 km. Tak więc znowu nie ma szans na miejsce w ‘szpicy’, a radość sprawi dojechanie bez ‘limitów’.
Rzucamy wzrok na opony, które raczej nadają się na suchy asfalt, a nie na panującą ostatnio zimową aurę – są tak łyse, że wyglądają jak slicki. Trzeba wiec zaopatrzyć się w nowe zimówki. Tak też robimy. Jeszcze tylko zostaje założenie ich na drugi komplet felg i ‘nadmuchanie’ do prawie 3 atmosfer.
Ostatnia rzeczą jaką robimy jest hamulec ręczny. Naciągamy linkę i usuwamy tzw. zapadkę, co ułatwi nam używanie go na nawrotach, pamiętając że tylny napęd nie sprzyja jego używaniu (ach te sprzęgło). A stara zasada mówi, że ‘rękaw’ ciągniemy tylko tam, gdzie nie da się objechać na okrągło.
W ten oto sposób mamy gotowe auto.

Dzień trzeci
Okazuje się, że mój dotychczasowy pilot nie pojedzie. No wiec pojawia się problem – co robić. Odpuścić kolejny start czy rozejrzeć się za kimś nowym i od początku szukać wspólnego języka, najczęściej migowego. Kilka gorączkowych telefonów i znajduje się ktoś, kto zechce jechać. Znowu jesteśmy załogą.
A wiec trening. Będzie ciężko, wszystkiego trzeba uczyć się od początku. Ale po pewnym czasie stwierdzamy, że jest dobrze. Zaczynamy się rozumieć. Może będzie z tego jakaś dłuższa przygoda? Na razie skupiamy się nad prawidłowym przejazdem próby i optymalnym torem jazdy po śliskiej nawierzchni. Dla porównania ten sam tor przejeżdżamy innym, przednionapędowym samochodem, o dużo większej mocy niż maluch. I ku naszemu zdziwieniu, ani ja, ani mój pilot (i właściciel ów pojazdu) nie byliśmy w stanie ‘wykręcić’ lepszego czasu. Maluch był szybszy! Jak się potem okaże popełniliśmy niewybaczalny błąd. Nie przewidzieliśmy, że większość prób będzie odbywała się na suchym asfalcie. A przecież inne jest wtedy zachowanie samochodu, mniej jest poślizgu a zatem szybciej muszą być dyktowane polecenia.
Koniec trenowania. Zrobiliśmy wszystko co dało się zrobić w tak krótkim czasie. Jesteśmy w dobrych nastrojach i pełni optymizmu przed jutrzejszym dniem. Jeszcze tylko myjnia i umawiamy się na rano.

Dzień startu
Pobudka bardzo wcześnie. Nie mogę spać. Denerwuję się jak zawsze przed startem, a przecież dzisiejszy KJS to będzie tylko zabawa. O jedzeniu nie ma mowy. Zbiegam do garażu. Ostatnie przejrzenie wszystkich newralgicznych punktów samochodu. Olej jest, powietrze jest, światła są, kaski są. Głęboki wdech – czy zapali? Musi, nie ma wyboru. Znów czeka go ciężki dzień – jazda na 1 biegu, zapominanie o sprzęgle, ostre hamowania, nawroty, zdzieranie opon, nazbyt szybka jazda po nierównościach…
Dojeżdżamy do miejsca gdzie ma odbyć się BK. Nagle stwierdzamy, że auto nie trzyma obrotów i gaśnie po zatrzymaniu. Chwila konsternacji. Co robić? Spokojnie to tylko awaria. Zawracamy w poszukiwaniu sprężarki przecież to tylko zapchana dysza. Szybko uporaliśmy się z tym i już po chwili staliśmy na starcie do pierwszej próby. Mamy nadzieję, że 13, bo taki mamy numer, nie przyniesie nam pecha. Adrenalina przekracza normalny poziom, ostatni raz patrzymy na siebie, potwierdzamy gotowość, słyszymy odliczanie sędziego: trzy… dwa… jeden… startujemy!!!
Ale to już materiał na inną historię.

Wnioski
Pomimo wielu wad jazda maluchem uczy pokory i sprawia niesamowitą frajdę szczególnie na ciasnych łukach i luźnych nawierzchniach. Kariery może się nie da zrobić w takim aucie, ale jak na pierwszy samochód do KJS jest to wybór optymalny. Szczególnie, że części są niedrogie, a naprawy raczej niekłopotliwe i proste nawet dla kogoś, kto budowę samochodu zna tylko z opowieści kolegów z politechniki (). A po dokonaniu kilku modyfikacji może dostarczyć wiele przyjemności. W końcu Kuzaj i Hołowczyc też zaczynali w maluchach!
Do zobaczenia 12 stycznia na kolejnym już Rajdzie WOŚP.

Joker (rally @ mojeauto.net)

foto: Szymon Gober (gober @ mojeauto.net)


|  Comments (3)    




3 komentarzy »

  1. Wspaniała opowieść. Mój pierwszy start mam już za sobą i uczucia były te same. Także zaczynam od pierwszej klasy, bo w końcu od czegoś trzeba zacząć ;) Życzę powodzenia i dalszych sukcesów :)

    by Vampi — Sierpień 21, 2008 @ 8:45 pm
  2. hehe. text z 2002roku, więc ładnych parę latek

    by joker — Sierpień 22, 2008 @ 9:22 am
  3. Ciekawa historia :)
    tez mam zamiar wystartowac w KJS
    i niewiem czy wyposażyc swojego malucha w klatke bezpieczenstwa ?
    z góry dziekuje za odp

    by Kay — Lipiec 15, 2009 @ 3:22 pm

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URI

Dodaj komentarz




Losowe wpisy

Opony
Ogłoszenia samochodowe
maszyny budowlane