Z pamiętnika kierowcy rajdowego - XXVI Rajd Podlaski

Autor: joker | maj 31, 2007 | 15:51
Opublikowane jako: Felietony, Z pamiętnika

Z pamiętnika kierowcy rajdowego

XXVI Rajd Podlaski zbliżał się wielkimi krokami. Już byłem gotowy na „oglądarę”, gdy doszły mnie słuchy, ze jest wakat na prawym fotelu w maluchu 9tka. Co prawda zawsze występowałem w roli kierowcy, ale fach pilota nie jest mi obcy. Długo się nie zastanawiałem. W końcu swoja przygodę z rajdami zaczynałem właśnie w maluchu.

Umówiliśmy się na wspólny trening tydzień przed rajdem. Jednak czas robi swoje i początkowo nie mogliśmy znaleźć wspólnego języka. Dodam, że mój system opisu, (jeżeli pokazywanie palcami można nazwać opisem) znacznie różnił się od tego, który stosuje mój nowy kierowca. Jednak szybko doszliśmy do porozumienia i już po chwili mogliśmy się cieszyć płynnością przejazdów.

W dniu startu obudził mnie niepokojący telefon – nasze auto nie chce jechać. Okazało się, że nie ma benzyny! Po prostu wskaźnik paliwa zatrzymał się w połowie skali i zmylił nasza czujność. Ale nic, poradziliśmy sobie jakoś z tą sytuacją i w ostatniej chwili znaleźliśmy się na badaniu kontrolnym przed rajdem. Uff - myślę sobie – limit pecha mamy wykorzystany. Jakże się zdziwiłem, gdy okazało się, że nie mamy hamulca ręcznego, gaźnik się przytyka, a tłumik ledwo się trzyma. Jak się później okazało to dopiero początek naszych przygód.

9tek_2.jpgPo odbiorze dokumentów, badaniu kontrolnym i paradzie przez miasto, stajemy na linii startu. Trzy. Dwa. Jeden. Startujemy. Najpierw przejazd na lotnisko. Pierwsza próba jest szybka i w zasadzie banalna, więc przejeżdżamy ją bez zająknięcia. Po raz pierwszy poczuliśmy brak hamulca ręcznego. Czas mamy zadowalający.

Jedziemy na następną próbę. Tu klasyczna słupkolandia – nigdy nie lubiłem takich przejazdów, ale przejeżdżamy bezbłędnie i w zasadzie bez opisu, bo mi się notatki pogubiły w połowie próby.

Podążamy dalej. Tu będzie i szybko i długo – w końcu przejazd jest dwukrotny. Przed startem dokręcamy tłumik, niestety jedną śrubę już zgubiliśmy. Startujemy! Jedziemy całkiem żwawo, w zasadzie z jedna tylko korektą, ale czujemy spadek mocy naszego auta – gaźnik przypomina, że nie zadbaliśmy o niego wcześniej. Dodatkowo, na mecie, wiemy już, że poszła kolejna śruba od tłumika. Będzie więc dużo wolniej, ale nic to dla nas – kierujemy się na MRD, chyba najbardziej lubianą przez „tutejszych” próbę. Na miejscu okazuje się, że sędzia błędnie wpisał nam czas – w momencie wyjazdu z lotniska powinniśmy być już dawno na MRD!

9tek_31.jpgMiasteczko przejeżdżamy na ostro, tnąc gdzie się da i nie zważając na podbicia i uskoki (włos mi się jeżył, bo kiedyś przeciąłem oponę w jednym z tych miejsc). Konfiguracja miasteczka była całkiem inna od tych dotychczas i zarazem szybka, widowiskowa i dość długa.

9tek_5.jpgWyruszamy dalej, na Węglówkę – o której już dawno się mówiło w naszym rajdowym światku. Próba jest sensownie opisana, jednak decydujemy się na przebiegnięcie i obejrzenie jej z bliska. Odpuszczamy sobie jej końcówkę, bo na schemacie wygląda całkiem przewidywalnie. Jednak to był nasz błąd, bo właśnie w tym miejscu zwiedzimy krawężnik i okoliczne krzaki – okazało się za wąsko i za szybko. Jednocześnie zauważamy, że nasze auto coraz bardziej przestaje jechać.

Zabieramy się z Węglówki i kierujemy na Studzianki. Pilnujemy prędkości, wiedząc o czyhającym radarze, przeklinamy jadących przed nami i blokujących nam przejazd, mimo tego pan władza próbuje zmierzyć nam prędkość. Cóż - nie zdążył nawet odkręcić szyby, żeby dokonać pomiaru. Mimo tego, jak się później okazało, próbowano nam wmówić, że przekroczyliśmy dopuszczalna prędkość w obszarze zabudowanym o 23 km/h! (Tak, uszkodzonym maluchem pod górkę).

9tek_4.jpgWreszcie tajemnicze Studzianki, które okazują się szutrowym mini-oesem w lesie. Przejazd w górę jest dużo wolniejszy od tego w drugą stronę. Jest bajecznie – zamiatamy tyłem, tniemy gdzie się da, bratamy się z przyrodą – ocieramy się o drzewa, kurz jest wszędzie. Hopkę pod górę jakoś przeżyliśmy – co prawda ledwo spadłem na swoje miejsce, lecz gorzej było podczas zjazdu – poczuliśmy się jak Adam Małysz na mamuciej skoczni. Niestety kontakt z podłożem okazał się niefortunny, zwłaszcza dla naszego auta. Tłumik uderzył o ziemie i zrobił nam pokaźną dziurę w bloku silnika, o czym przekonamy się na następnej próbie. Jednak nie polegliśmy pod Studziankami i nie wiedząc jeszcze, co się stało pędzimy w tumanach kurzu i w chmurze dymu prosto do Czarnej Białostockiej.

Biafamar już na nas czeka. Jest za szybko jak na możliwości naszego auta. Nie mamy mocy, gubimy olej, a brak tłumika sprawia, że się nie słyszymy. Jedziemy z duszą na ramieniu, bo nie mamy w zapasie nawet grama oleju, a czerwona lampka zaczyna migać! Jakoś się udaje i wolniutko dotaczamy się na miejsce przegrupowania. Tu czeka nas godzinna przerwa i ciepły posiłek. Pożyczamy olej, dokręcamy to, co się da dokręcić, robimy bilans zysków i strat (zwłaszcza strat). Dziura w bloku jest większa niż się spodziewaliśmy. Już wiemy, że oleju nam nie wystarczy – trzeba gdzieś po drodze dokupić. Ale chęć ukończenia rajdu jest wielka, wiec ustalamy taki plan: dojazdówki na spokojnie, bez wysilania silnika, a drugą pętle trochę odpuścimy, zwłaszcza na początku, po to żeby nie stracić za dużo oleju.
No wiec ruszamy. Ponownie Biafamar, znowu za wolno. Lampka oleju jeszcze się nie pali, wiec nie jest tak źle. Po próbie, zatykamy dziurę w silniku przy pomocy szmaty. Może się uda.

9tek_7.jpgJedzie nam się tak dobrze, że mylimy trasę i gubimy się w lesie, gdzie kończy się droga. Chwila konsternacji i wracamy do asfaltu. Próbujemy odnaleźć drogę, niestety okupujemy to 2 minutowym spóźnieniem na PKC. Przed Studziankami dolewamy pozostawiony przez inna załogę olej i startujemy. Pamiętamy oczywiście o tym co stało się na hopie! Wracamy do Białegostoku – dymimy się spektakularnie, co raz ktoś wyprzedzając nas zatrąbi lub popuka się w głowę – a my twardo gnamy do przodu. Wreszcie upragniona stacja paliw. Kupujemy i dolewamy olej, znowu akcja ze szmatą i w drogę. Jeszcze tylko przejazd przez miasto. Na każdych światłach otwieramy drzwi, bo dym w środku staje się nie do zniesienia. Na Węglowej postanawiamy odpuścić – ale 9tek wytrzymał tylko do szykany, dalej już poszedł ile fabryka dała. Gubimy coraz więcej oleju, a znów musimy przebić się przez miasto. Dajemy radę, docieramy do lotniska. Tu już nie szalejemy, w zasadzie nie mamy już oleju więc przejeżdżamy wszystkie trzy próby w tempie spacerowym, z chmurą dymu za autem. Chcemy po prostu dojechać do końca.

9tek_6.jpgPrzed ostatnia próbą odwiedzamy jeszcze raz stację paliw. Nalewamy „do pełna” - oczywiście oleju! Teraz to już raz kozie śmierć. MRD przejeżdżamy z gazem w podłodze, tak szybko na ile pozwala dogorywający samochód. Najwyżej dopchamy o mety!
No i udało się. Jeszcze tylko wjazd na metę rajdu pod automobilklubem i mamy upragniony koniec. Wszystkie próby przejechaliśmy bezbłędnie. Czas nie jest istotny, bo zwycięzcy są na mecie. Jesteśmy wymęczeni, uwędzeni, brudni ale i zadowoleni. I nie ważne, że zostaliśmy zdyskwalifikowani za rzekome przekroczenie prędkości, liczy się satysfakcja z osiągnięcia mety. Rajd z punktu widzenia zawodników był bardzo atrakcyjny. Wreszcie pozwolono nam pojeździć, a nie kręcić się w około słupków. Mam nadzieje, że jeszcze kiedyś się spotkamy na takim rajdzie!

joker

(rally @ mojeauto.net)


|      




Komentarze: 6 »

  1. ale petarda!!

    od sylwia — czerwiec 2, 2007 @ 5:18 po południu
  2. Piękny opis ! przeczytałem jednym tchem !

    od Qwark — czerwiec 4, 2007 @ 11:49 przed południem
  3. fajny tuning

    od mario — czerwiec 11, 2007 @ 11:09 przed południem
  4. Malucha bolidem F1 raczej nie nazwiemy…. ale Wasz wygląda kozacko! GO! GO! GO!

    od FAN F1 — lipiec 5, 2007 @ 10:31 przed południem
  5. Opis bombowy!

    od Kuba — lipiec 17, 2007 @ 11:37 przed południem
  6. nie ma jak fiat 125 p hehe pozdro

    od nukes — wrzesień 30, 2007 @ 8:01 po południu

Kanał RSS dla tego wpisu. TrackBack URI

Dodaj komentarz




Allegro - największe aukcje internetowe, najniższe ceny! Kup i sprzedaj!

Losowe wpisy

Tuning - spojlery, lotki, progi, brewki, blendy